Maj 19

Mazurowski test na dynamizm charakteru.

http://www.cyber-radio.pl/test-dynamizmu/

Mi wychodzi zdecydowanie statyzm (dla niewtajemniczonych – nie ma to żadnego związku z nabożnym podejściem do idei państwa 😉 ).

Maj 02

Dobra publiczne – efekt gapowicza

Tekst niniejszy pochodzi z bloga Stanisława Wójtowicza, o czym uprzejmie zaznaczam na wstępie, mimo że autor tego nie wymaga, słusznie nie uznając koncepcji „własności intelektualnej”. Polecam także inne jego teksty, autor bowiem posiada niewątpliwie zdolność do jasnego formułowania myśli, co jest rzadkością.

 

Teoria dóbr publicznych i powiązany z nią efekt gapowicza to jedne z najbardziej fundamentalnych mechanizmów ekonomicznych, mechanizmów, które decydują o kształcie życia społecznego. W istocie, można bez cienia przesady powiedzieć, że efekt gapowicza jest jedną z zasad, która rządzi światem.

Teoria dóbr publicznych wskazuje, że jeśli do powstania jakiegoś dobra –
(a) konieczne jest jego współfinansowanie przez dużą grupę osób,
(b) wpłaty pojedynczych jednostek są zbyt małe, by wpłynąć na fakt jego sfinansowania/niesfinansowania,
(c) nie istnieje efektywna metoda wykluczenia z korzystania zeń tych, którzy (chcąc uniknąć kosztów) wymigiwać będą się od jego współfinansowania –
– to istnieje duże prawdopodobieństwo, że duża część osób będzie migać się od płacenia, w związku z czym dobro to nie zostanie sfinansowane.

Dziać będzie się tak dlatego, że racjonalną (maksymalizującą zysk) strategią działania będzie w takim wypadku miganie się od płacenia za to dobro, w nadziei, że zostanie ono sfinansowane przez pozostałe osoby i że migająca się osoba będzie mogła korzystać z tego dobra za darmo. Jeśli jednostki nie będą motywowane jakąś zewnętrzną ideologią, ale wyłącznie swym wąsko rozumianym interesem, będą próbowały jechać na gapę na wpłatach innych jednostek, w efekcie czego dobro publiczne nie powstanie. Zauważmy, że choć motorem działań gapowiczów będzie ich zysk, działania te prawdopodobnie doprowadzą ich do strat – dane dobro nie zostanie bowiem sfinansowane. Unikający płacenia gapowicze przechytrzą nie tylko chcących płacić frajerów, ale i samych siebie – na niesfinansowaniu dóbr publicznych ucierpi cała społeczność. Jednostkowa racjonalność zaowocuje tu kolektywną nieracjonalnością: choć optymalnym rozwiązaniem dla danej grupy byłoby złożenie się na dane dobro (wszyscy zyskaliby na jego istnieniu), optymalną strategią dla poszczególnych jednostek będzie miganie się od wpłacania pieniędzy, czego konsekwencją będzie niesfinansowanie tego dobra, na czym stracą wszyscy.

Wojsko
Najlepszym przykładem dobra publicznego wydaje się wojsko. Wyobraź sobie, że żyjemy w ładzie bezpaństwowym, w którym nie ma państwowego wojska. Wobec groźby inwazji ze strony krajów ościennych powstaje konieczność stworzenia prywatnego wojska. Załóżmy, że jakaś firma (czy grupa firm) jest w stanie zorganizować obronę militarną na tym obszarze, by to jednak zrobić, musi zgromadzić odpowiednią ilość funduszy. Firma ta ogłasza, że by utrzymać wojsko, każda z 20 milionów zamieszkujących ten obszar dorosłych osób wnieść musi roczną opłatę w wysokości 300 zł. Czy mamy prawo wierzyć, że społeczności żyjącej w ładzie bezpaństwowym udałoby się sfinansować w ten sposób powstanie wojska? Teoria dóbr publicznych może wskazywać, że – o ile nie mielibyśmy do czynienia z silnym działaniem jakiejś ideologii na jednostki – byłoby to mało prawdopodobne. Dlaczego?

Wynikałoby to z trzech czynników:
(1) Od tego, czy pojedyncza osoba wpłaciłaby swoje 300 zł, nie zależałoby powodzenie projektu. Wycofanie się pojedynczej osoby nie uniemożliwiłoby sfinansowania wojska (brak 300 zł oznaczałby np. że jeden z czołgów miałby nieco mniejsze zapasy paliwa lub że jeden z żołnierzy ćwiczyłby strzelanie kilka dni mniej niż pozostali).
(2) Jeśli społeczności udałoby się sfinansować wojsko, nie byłaby ona w stanie wykluczyć osoby, która nie wpłaciła swoich 300 zł, z czerpania korzyści z istnienia wojska. Ponieważ głównym celem finansowania wojska byłoby odstraszanie potencjalnych najeźdźców, niepłacący zyskiwaliby na tym odstraszaniu tyle samo co płacący (nie da się wykluczyć gapowiczy z korzystania z bezpieczeństwa, które zapewnia stacjonujące na danym obszarze wojsko).
(3) Ponieważ niezapłacenie 300 zł wiązałoby się z realną oszczędnością, nie wiązałoby się zaś z żadnymi kosztami (wojsko powstanie lub nie, niezależnie od tego, czy jednostka zapłaci), racjonalną decyzją dla każdej jednostki byłoby miganie się od wpłaty.

Ponieważ od tego, czy zapłacę za obronę wojskową nie zależy to, czy ona powstanie i czy będę mógł z niej korzystać, istnieje bardzo silna zachęta ekonomiczna, by nie płacić. Gdyby wszystkie osoby kierowały się wyłącznie wąsko rozumianym prywatnym interesem, za wojsko nie chciałby płacić nikt i nie mogłoby ono powstać. Efektem mógłby być podbój ładu bezpaństwowego przez państwo ościenne. Jeśli wolnemu społeczeństwu nie udałoby się stworzyć bądź wystarczająco silnej ideologii, bądź efektywnej technologii społecznej, by wyeliminować gapowiczów, mogłoby ono mieć problem ze sfinansowaniem wojska.

Nauka
Innym typem dobra, które niełatwo byłoby sfinansować na wolnym rynku byłaby nauka i ona bowiem charakteryzuje się cechami typowymi dla dobra publicznego: choć wszyscy zyskujemy na rozwoju nauki, to ponieważ wpłaty pojedynczej osoby są zbyt małe, by wpłynąć w realny sposób na jej rozwój, i nie istnieje metoda, by wykluczyć z korzystania zeń tych, którzy odmówili jej współfinansowania, każdej jednostce opłacać będzie się jechać na gapę na wpłatach innych i nie składać się na finansowanie badań naukowych. Efektem mogłoby być – o ile nie pojawiłyby się jakieś dobrowolne metody rozwiązywania tego problemu – radykalne niedofinansowanie nauki na wolnym rynku.

Troska o środowisko
Podobny mechanizm działałby w wypadku ekologii. Każdemu z nas opłaca się, by ludzie troszczyli się o środowisku, jednak ponieważ od tego, czy konkretna jednostka żyje ekologicznie, czy nie, nie zależy los środowiska (destrukcyjny wpływ na środowisko mają dopiero zsumowane działania setek tysięcy czy milionów ludzi), zaś zachowania proekologiczne wiążą się z realnymi kosztami (musimy np. inwestować w czyste technologie, ograniczyć zużycie surowców itd.), racjonalnym dla każdej jednostki zachowaniem jest brak dbałości o środowisko. Przykładowo, gdyby mieszkańcy jakiegoś obszaru kolektywnie ograniczyli emisję spalin samochodowych (jeżdżąc częściej komunikacją zbiorową lub rowerami, kupując samochody elektryczne itp.), wszyscy by na tym zyskali – byliby zdrowsi, żyliby dłużej i ponosiliby niższe koszty leczenia. Jednak żadnej konkretnej jednostce nie opłaca się zdecydować na takie rozwiązania – ograniczenie używania przez nią samochodu wpłynie na jakość powietrza w zaniedbywalnie mały sposób, wiązać będzie się za to z realnymi kosztami (dłuższe dojazdy do pracy, koszty czystych technologii itd.). Dlatego teoria dóbr publicznych przewiduje, że wobec braku jakiejś silnej ekologicznej ideologii (lub narzuconego odgórnie prawa ekologicznego), ludzie będą kierowali się swoim jednostkowym interesem i doprowadzą do niekorzystnego dla nich zanieczyszczenia powietrza.

Za inne interesujące przykłady dóbr publicznych uznać można np. zapobieganie cyklom koniunkturalnym, zapewnianie wystarczających zachęt do pracy twórcom informacji, walkę z globalnym ociepleniem, zapobieganie uodparnianiu się bakterii na działanie antybiotyków.

Czy problem dóbr publicznych dowodzi konieczności istnienia państwa?
W przekonaniu wielu ekonomistów problem dóbr publicznych może być rozwiązany wyłącznie dzięki interwencjom państwowym. Państwo – jako instytucja mogąca stosować przymus – wydaje się naturalnym kandydatem na rozwiązanie tego problemu: o ile bowiem wolny rynek jest wobec gapowiczów często bezradny, państwo może ich zmusić, by przestali pasożytować na prospołecznych zachowaniach innych i wnieśli swoją część wkładu. Przykładowo może ono: (a) nałożyć podatek, z pomocą którego sfinansuje stworzenie wojska, (b) nałożyć podatek, z pomocą którego wspomoże rozwój nauki, (c) wprowadzić przepisy zmuszające do ograniczenia emisji spalin (teoretycznie takie przepisy mogłyby również działać w społeczeństwie bezpaństwowych, ich egzekucja byłaby jednakże bardzo trudna).

Dysponując narzędziami przymusu, państwo może zapewnić odpowiedni poziom finansowania wszystkich dóbr, którym groziłoby niedofinansowane na wolnym rynku. Odpowiedź na pytanie, czy istnienie problemu dóbr publicznych uzasadnia powołanie państwa, może być uzależniona od tego, z jakimi konsekwencjami wiązałoby się niesfinansowanie pewnych dóbr. Jeżeli dobra te byłyby kluczowe dla pomyślności społecznej (dotyczy to np. wojska), a ład wolnorynkowy nie mógłby sobie z nimi poradzić, byłoby to racjonalnym argumentem za istnieniem państwa. Jeżeli jednak ład rynkowy nie umiałby sobie poradzić z produkcją jakichś dóbr, ale nie powodowałoby to jakichś katastrofalnych dla społeczności skutków (np. nauka stałaby na nieco niższym poziomie), nie stanowiłoby to wystarczającego uzasadnienia dla istnienia państwa.

Kontrola państwa jako dobro publiczne
Istnieje jednakże istotna wątpliwość względem teorii mówiącej, że państwo może być rozwiązaniem problemu dóbr publicznych. Uczynienie państwa odpowiedzialnym za rozwiązywanie tego problemu, wiąże się z koniecznością wyposażenia go w odpowiednie narzędzia. Ponieważ problemem wolnego rynku jest to – jak wskazują jego krytycy – że dobrowolne działania jednostek nie zawsze prowadzą do optymalnych społecznie efektów, rozwiązaniem tego problemu musi być przymus. Jednak w momencie, w którym wyposażymy państwo w narzędzia, za pomocą których będzie mogło kontrolować działania jednostek, zyska ono nad nimi istotną przewagę (nie może być inaczej – skoro zadaniem państwa jest przymuszanie jednostek do określonych działań, musi być ono od nich silniejsze, inaczej przymus nie byłby możliwy). A to oznacza, że istnieć będzie silna pokusa dla rządzących, by wykorzystać narzędzia władzy nie w celu rozwiązywania problemów społecznych, ale w celu realizacji swoich prywatnych interesów. Społeczeństwo musi więc w jakiś sposób kontrolować władzę, by ta działała w zgodzie z jej, a nie swoim interesem. I tu pojawia się paradoks – okazuje się bowiem, że dobro, jakim jest kontrola władzy, również ma charakter dobra publicznego. Choć dla całego społeczeństwa byłoby korzystne, by konkretne jednostki zdobywały wiedzę o działaniach państwa i protestowały, gdy wykorzystuje ono władzę dla swojego interesu, żadnej jednostce nie opłaca się tego robić. Ponieważ twoje zaangażowanie w sprawy państwa jest zbyt mało istotne, by wpłynąć na to, jak zarządzane będzie państwo, wiąże się natomiast z realnymi kosztami (stratą dużej ilości czasu i energii), racjonalnym rozwiązaniem jest nie interesować się polityką, nie angażować w działania społeczne i wykorzystać zaoszczędzony w ten sposób czas na polepszanie swojej jednostkowej sytuacji materialnej. Twierdzenie, że państwo może być rozwiązaniem dóbr publicznych, opiera się więc na sprzeczności – wymaga bowiem uznania, że ludzie nie potrafią się zorganizować i rozwiązywać problemu kolektywnego działania w kontekście problemów pojawiających się w sytuacji wolności, ale będą potrafili zorganizować się i rozwiązać problem kolektywnego działania w kontekście kontroli działań państwa. Wydaje się więc, że ten sam powód, który czyni państwo koniecznym, powoduje również, że państwo wyjęte będzie spod kontroli społecznej i że działać będzie w swoim, a nie społecznym interesie.

Czy da się rozwiązać problem efektu gapowicza bez udziału państwa?
Na koniec parę słów o tym, jakie czynniki osłabić mogą działanie efektu gapowicza:
(1) Im więcej musi zapłacić pojedyncza osoba, by sfinansować „swoją” część dobra, tym większy zysk z niepłacenia. Im niższa kwota składki, tym mniej osób migać będzie się od płacenia i tym większe prawdopodobieństwo, że altruistyczni płacący opłacą składki egoistycznych niepłacących. A to oznacza, że im bogatsze społeczeństwo, tym (ceteris paribus) mniej gapowiczów.
(2) Im większa liczba osób składających się na dane dobro, tym większa pokusa, by wymigiwać się od płacenia. Gdy liczba płacących jest bardzo duża, brak pojedynczej wpłaty wpływa w zaniedbywalnie mały sposób na ilość/jakość dób publicznych. Im większa liczba osób składa się na dane dobro, tym trudniej zlokalizować, wykluczyć bądź „zmusić” do płacenia (za pomocą presji społecznej) gapowiczów. Mała grupa może wywierać skuteczną presję na niepłacących, w dużej grupie taka presja może być nieskuteczna. W mniejszych społecznościach efekt gapowicza będzie (ceteris paribus) słabszy.
(3) Im większa finansowa homogeniczność grupy (wszyscy mają mniej więcej tyle samo), tym trudniej sfinansować dobro. Im większa różnorodność (obecność wielkich podmiotów), tym łatwiej zmobilizować niepłacących do płacenia. Wielcy gracze mają więcej do stracenia, łatwiej im skoordynować ich działania i wywrzeć presję na gapowiczów – można liczyć, że będą oni potrafili się zmobilizować, by doprowadzić do finansowania danego dobra.
(4) Efekt gapowicza może być również przełamywany za pomocą określonych technologii społecznych, takich jak zbiorowe finansowanie warunkowe (crowdfunding). W przypadku finansowania warunkowego, dobro powstaje tylko i wyłącznie wtedy, gdy złożą się na nie wszyscy, co w istotny sposób ogranicza problem nieistotności pojedynczej wpłaty (każda wpłata jest istotna, bo każda jest konieczna, by dobro powstało).
(5) Teoretycznie dobro publiczne to dobro, z korzystania którego nie da wykluczyć się gapowiczów. Jednakże w realnym świecie „czyste” dobra publiczne nie istnieją. Zawsze istnieje jakaś – przynajmniej teoretyczna – możliwość wykluczenia niepłacących, przeważnie jest ona jednak po prostu niezwykle kosztowna. Z biegiem czasu mogą pojawić się coraz lepsze i lepsze metody wykluczania lub wyłapywania i „zmuszania” do płacenia gapowiczów.
(6) Efekt gapowicza może być przełamany przez ideologię. Jeśli dana społeczność będzie żywić silne przekonanie, że moralnym obowiązkiem każdej jednostki jest opłacać finansowanie danego dobra, to efekt ten bądź przestanie istnieć, bądź zakres jego działania będzie na tyle ograniczony, że będzie można sobie z nim poradzić za pomocą pozostałych metod.
(7) W niektórych sytuacjach społeczności, w których państwo nie angażuje się w rozwiązywanie problemu dóbr publicznych, mogą jechać na gapę na rozwiązaniach państwowych stosowanych w innych krajach. Przykładowo, Polska mogłaby zrezygnować z finansowania nauki i korzystać z odkryć naukowych powstałych w innych krajach.

Podsumowanie
(1) Problem dóbr publicznych pojawia się wtedy, gdy – wobec braku możliwości wykluczenia niepłacących z korzystania z jakiegoś wymagającego współfinansowania dobra – część jednostek może zrezygnować z jego współfinansowania (wybrać strategię gapowicza), czego efektem będzie niepowstanie tego dobra.
(2) Rozwiązaniem problemu dóbr publicznych mogłoby być powołanie państwa, jednak kontrola nad państwem również ma charakter dobra publicznego. Jeśli społeczność nie potrafi działać kolektywnie w sytuacji wolności, nie będzie również potrafiła kontrolować państwa. Wyjęte spod kontroli państwo będzie przedkładać swoje interesy nad interesy społeczeństwa.
(3) Istnieją liczne czynniki, które mogą osłabić działanie efektu gapowicza i umożliwić finansowanie dóbr publicznych w sytuacji wolności, jednak ich występowanie jest zależne od lokalnych, historycznych i kulturowych (prawdopodobnie także biologicznych) uwarunkowań.

 

Mar 05

O manipulacji mediów na przykładzie opony.

Jak pewnie czytelnikom wiadomo, pojawiły się w mediach liczne doniesienia o rzekomym „wybuchnięciu” i „zupełnym zniszczeniu” jednej z opon BMW, którym jechał Prezydent Andrzej Duda. Miało to doprowadzić do wpadnięcia w poślizg i wypadku, z którego niezbyt licznymi zdjęciami możemy zapoznać się dzięki pracy fotoreporterów. Zdjęcia te, choć przedstawiane w celu poparcia (dez)informacji o zupełnym zniszczeniu jednej z opon, dla wprawnego obserwatora są dowodem czegoś zupełnie innego – wygląda bowiem na to, że wszystkie opony są całe. Jaki jest cel tej dezinformacji, czy może chodziło o to, by przez dodanie dramatyzmu tej sytuacji wzbudzić współczucie do Prezydenta i zasugerować np. przeprowadzenie zamachu? Jako że skazani jesteśmy na domysły, nie żałujmy sobie i domyślajmy się śmiało, jak mawia Stanisław Michalkiewicz.

Na koniec cytat: „Sprawę dla „Faktów” TVN skomentował sam Duda. Potwierdził, że do usterki doszło w jego aucie. Jak powiedział, opona kompletnie się rozpadła. Zapewnił, że nikomu nic się nie stało.”

[zdjęcia nieoznaczone pochodzą od PAP]

 

002-3-470x313009-3-470x313lewa tylna 004-3-470x313 8806404-limuzyna-bmw-z-prezydentem-andrzejem-900-555 635927136376616746 Andrzej-Duda-prezydenckie-BMW-1-1-765x510

Lis 27

Kalif Franciszek

Jakiś czas temu, podczas dyskusji ze znajomymi, wyraziłem entuzjazm wynikający z faktu, że muzułmanie nie mają kalifa który byłby zwierzchnikiem całej religijnej wspólnoty muzułmańskiej na świecie. Pogląd ów, mylny zresztą, opierałem na wyobrażeniu, jakoby kalif mógł sprawić, by większa niż teraz rzesza muzułmanów rozpoczęła wojnę z Chrześcijaństwem. Pod uwagę nie wziąłem jednak zdania które najlepiej opisują różnice między ustrojami politycznymi, co łatwo odnieść można do wszelkich zhierarchizowanych wspólnot: Dyktatury są złe i dobre. Demokracja jest zawsze głupia.
Oczywistym jest, że przezorny wrogom życzyć musi demokracji, a w razie niespełnienia – złej dyktatury.
Jakże złośliwe musiały być więc życzenia wrogów Chrześcijaństwa, że na czele Kościoła Katolickiego stoi obecnie Franciszek I.

Teraz trochę kultury, nie bez związku; Konrad Wallenrod, Adam Mickiewicz:

 

Wtem straż oddźwierna wodzom donosi,

Że rycerz z obcej krainy,

o posłuchanie co rychlej prosi,

Ważne przywożąc nowiny.

Był to Almanzor, król muzułmanów,

Rzucił bezpieczne ukrycie,

Sam się oddaje w ręce Hiszpanów,

I tylko błaga o życie.

„Hiszpanie!” — Woła — „Na waszym progu

Przychodzę czołem uderzyć,

Przychodzę służyć waszemu Bogu,

Waszym prorokom uwierzyć.

(…)

(po chwili, gdy słabnie – pp)

„Patrzcie o giaury! Jam siny, blady,

Zgadnijcie czyim ja posłem?

Jam was oszukał, wracam z Grenady,

Ja wam zarazę przyniosłem!”

 

Skoro pobożne i bezbożne życzenia co do demokratyzacji muzułmanów nie skutkują, o czym najlepiej przekują się (demokratyzujące nieprzyjaciół z niebywałą precyzją dronów) Stany Zjednoczone, pora pomyśleć o złych dyktaturach. A że szczęściu trzeba czasem pomóc, warto by tak na kalifa podesłać dywersanta. Choćby i naszego Franciszka I. Bez żalu – oddam. A dla pewności zrzucić na tyły wroga ks. Charamasę. I przekonany jestem, że przy takim kalifacie jedynym zamachem którego moglibyśmy się obawiać będzie ten, przed którym chroni nas nieustępliwy Komitet Obrony Demokracji.

A kto nam tej demokracji życzył?

Lis 23

Pobierający zasiłki nie dostąpią zbawienia!

Nie, nie jest to innowacyjna, niczym program Ryszarda Petru, interpretacja Pisma Świętego. Katoliccy zasiłkobiorcy nie mają się czego obawiać. No, przynajmniej do momentu, aż opiekuńcze państwo w końcu zbankrutuje. Tytuł odnosi się jedynie do muzułmanów. I nie są to żarty, ale zacznijmy od początku.

Cenię sobie lichwę, jako podstawę zdrowej, konsumpcyjnej kultury. Cenię sobie, a że lichwa tradycje ma głębokie i że ja w tym względzie jestem niebywałym wręcz konserwatystą, nie dość, że pożyczek udzielam wyłącznie na procent, to nawet pożyczkę przyjmując sam proponuję oddać dług z nawiązką. Nad czym ubolewam, istnieją jednak ludzie którzy lichwę nazywają procederem,  na dodatek zwykle okraszonym kilkoma przykrymi epitetami. Odmienności akceptuję, różnorodność jest piękna – a przynajmniej bywa. Ot, jeden lubi lichwę, drugi dyskonto. Przeciwnikami lichwy są jednak coraz liczniejsi na naszym kontynencie muzułmanie. Muzułmanie, co wynika z ich religii, z lichwy korzystać nie mogą – dla przykładu: nie mogą czerpać zysku z oprocentowanych lokat. I tu właśnie jest problem, bo lichwa w Europie jest wszechobecna. Nie chodzi mi tu o drobne pożyczki. Nawet najlepszej ofercie można się chyba oprzeć. Cóż jednak począć, gdy cały ten europejski dobrobyt, do którego przybywają tłumy uchodźców, powstał z procederu zakazanego przez Koran? Cóż począć gdy drogi, lotniska, szkoły i szpitale, a nawet pomoc społeczna finansowane są z międzypaństwowych, oprocentowanych pożyczek? Czy warto ryzykować rajskie dziewice dla zapomogi z MOPR-u? Bogobojny muzułmanin nie może w zgodzie z Koranem żyć w Europie.

QED

 

Lis 05

Zeznania ws. Sumlińskiego.

Kwestia całego przebiegu procesu nie jest nawet specjalnie istotna, bowiem same zlinkowane zeznania są bardzo interesujące.

Paź 21

Absurdalne o podatkach myślenie.

Szeroko rozprzestrzeniony, także wśród skądinąd umiarkowanie wolnościowo nastawionej części ludzkości, jest pogląd o słuszności opodatkowania proporcjonalnego do bogactwa, wyrażanego najczęściej w sposób bardzo niedoskonały, np. wysokością miesięcznych dochodów. Jednakże – jak czytelnikom z pewnością wiadomo, popularność poglądu nie świadczy o jego prawdziwości, w istocie bowiem ciężko znaleźć jakiekolwiek sensowne uzasadnienie takiego podejścia.

Nie wchodząc w rozważania na temat samego usprawiedliwienia istnienia państwa (co wcale nie jest oczywiste), na potrzeby wywodu przyjmę, że jakieś państwo minimalne ma rację bytu. Z tego łatwo wyciągnąć wniosek, że ktoś je musi utrzymać, a najprostszą do wyobrażenia metodą utrzymywania organizacji wyposażonej w prawny monopol na stosowanie przemocy, jest pobór podatków. Na tym właśnie etapie pojawia się pytanie o to kogo i w jaki sposób opodatkować; to tutaj znaczna część ludzi błędnie zakłada, że każdy winien płacić jakąś część swego dochodu, a nie np. konkretną, stałą sumę. Nie ma jednak ku temu żadnego uzasadnienia, poza być może jednym – fiskalno-utylitarnym, brzmiącym: „Jeżeli ktoś jest bogatszy, można pozbawić go większej ilości pieniędzy, nie doprowadzając do wybuchu buntu”.

Tymczasem, zwolennicy takiego sposobu opodatkowania utrzymują, iż każdy winien być wobec prawa równy, że państwo nie powinno faworyzować jednych grup ludzi kosztem innych. Czym jednak, jeśli nie faworyzowaniem biedniejszej części społeczeństwa, jest pobieranie wyższych podatków od osób bogatszych? Wszak wedle przytoczonej wyżej zasady „równości wobec prawa”, podatnicy winni otrzymywać od państwa takie same usługi, o tej samej jakości.

Dlaczego zatem część z nich ma płacić więcej, za otrzymanie tego samego? Wreszcie – dlaczego podstawą opodatkowania ma być osiągany dochód, a nie np. średni poziom endorfin we krwi, mierzony codziennie o godzinie 13:00? Czyż – wedle tego samego pokrętnego rozumowania, nie można stwierdzić, że osoba o wyższym poziomie endorfin, będzie mniej skłonna do buntowania się przeciw władzy, gdy zostanie ograbiona z większej kwoty pieniędzy, niż inna osoba o niższym ich poziomie?

 

Uzależnianie wysokości podatków od bogactwa/szczęścia/długości penisa czy innych dodatnio ocenianych stanów rzeczy jest absurdalne.

Paź 11

Kryptografia stosowana – jak szyfrować mejle? cz.2

W tej części poradnika przedstawię sposób na szyfrowanie mejli w przeglądarkach Mozilla Firefox oraz Google Chrome za pomocą dodatku Mailvelope. Dobra wiadomość jest taka, że ta metoda w pełni integruje się z internetowymi klientami poczty w skrzynkach takich jak Gmail i Yahoo. Można też ponoć dodawać obsługę innych serwisów, np. polskich dostawców poczty. Nie testowałem jednak tej funkcji i chętnie usłyszę od czytelników jak to wygląda w praktyce. Kolejną zaletą tego rozwiązania jest to, że do jego obsługi wystarczy wgrać wspomniany dodatek, bez żadnych dodatkowych aplikacji. Ta metoda jest też w pełni kompatybilna z tą przedstawioną poprzednio, tzn. osoby korzystające z obu metod mogą nawzajem wysyłać sobie zaszyfrowane mejle i je odczytywać.

Czytaj wpis

Wrz 27

Paleo

Czym się różnią paleolibertarianie od libertarian? Różnica jest niewielka. Paleolibertarianinie, inaczej mówiąc libertarianie konserwatywni, są w pełni libertarianami, bo całkowicie zgadzają się z dwoma podstawowymi zasadami ich ideologii, czyli z zasadą samoposiadania i nieagresji i z wszystkim tym, co z nich wynika – w szczególności z całkowitym odrzuceniem państwa jako terytorialnego monopolu na przemoc i z uznaniem wolności osobistej, kapitalizmu, wolnego rynku i własności prywatnej za podstawy dobrego, sprawnego i bogatego społeczeństwa.

Czytaj wpis

Wrz 27

Kryptografia stosowana – jak szyfrować mejle?

Niniejszym poradnikiem rozpocznę cykl poradników dot. praktycznego zastosowania rozmaitych technik szyfrowania. Uważam, że w dobie powszechnej inwigilacji znajomość takich technik może być bardzo przydatna. Zacznę od kilku metod szyfrowania poczty elektronicznej. Zakładam, że większość czytelników korzysta z systemu Windows i skrzynki pocztowej takiej jak np. GMail. Na potrzeby poradników też będę korzystał z tego systemu, skrzynka pozostaje bez znaczenia, dla wszystkich powinno działać to co tu przedstawię.

Czytaj wpis

Starsze posty «